Reklama

Po zamachu w Berlinie polski przedsiębiorca ma spore problemy


Minęły dwa miesiące od ataku terrorystycznego w Berlinie. Rozpędzona ciężarówka 19 grudnia wjechała w ludzi podczas jarmarku świątecznego. W zamachu zginęło 12 osób, a 48 zostało rannych. Pierwszą ofiarą był polski kierowca, którego pojazd porwał zamachowiec. Jego ciało znaleziono w samochodzie. Teraz firma transportowa dla której pracował tragicznie zmarły Łukasz Urban może mieć spore problemy finansowe.  

Ładunek mimo, że dostarczony może przynieść straty

Po dwóch miesiącach od tragedii w Berlinie, firmie przewozowej w której pracował tragicznie zmarły kierowca, udało się dostarczyć towar, który od czasu zamachu znajdował się na naczepie.

W poniedziałek, 20 lutego właścicielowi firmy Arielowi Żurawskiemu  na 3 godziny udostępniono naczepę, która brała udział w zamachu, tak by mógł dostarczyć załadowany na niej towar do swojego klienta. Niestety w związku z przetrzymywaniem ładunku na placu, pod przysłowiową "chmurką" w zimowej aurze, konstrukcje stalowe, które przewożono bezpośrednio z huty pokryła cienka warstwa rdzy. Towar nie był zabezpieczony, a podarta plandeka posklejana jedynie taśmą nie chroniła wystarczająco towaru "Takie zabezpieczenie nie jest żadnym zabezpieczeniem" - mówi Ariel Żurawski.

Biznes jest biznes wszystko musi się zgadzać
Z relacji właściciela firmy przewozowej wynika, że samo przekazanie ładunku odbyło się w standardowej formie. Pracownik firmy sporządził protokół w którym mimo okoliczności zaznaczono, że konstrukcje stalowe przyjechały zardzewiałe. Poinformował również Żurowskiego, że obecny stan ładunku jest sporym problemem.

Na chwilę obecną Żurawski nie zna wartości przewożonego ładunku. Cena objęta jest tajemnicą handlową, jeżeli jednak firma wystąpi o pokrycie części tej kwoty w związku z niemożliwością sprzedania jej po cenie rynkowej, na firmę przewozową zostanie nałożona kara pieniężna. Teoretycznie w takim wypadku pokryć ją powinna ubezpieczalnia, istnieje jednak ryzyko, że w związku z okolicznością jaką jest akt terrorystyczny uda się jej skutecznie odmówić wypłacenia świadczeń.

Wystarczyła odrobina dobrej woli, a Łukasz by żył
Dyrektor firmy do której jechały konstrukcje, w tydzień po zamachu kontaktował się z Arielem Żurawskim, zachęcając do spotkania.  Propozycja padła jeszcze przed pogrzebem kierowcy Łukasza Urbana. Właściciel firmy transportowej odmówił, ze strachu o bezpieczeństwo dyrektora, przez którego firmę zginął jego kuzyn.

- Chciał przyjechać, porozmawiać z rodziną, ze mną... to było tydzień po tragedii, jeszcze przed pogrzebem... stwierdziłem, że nie ma takiej możliwości. Nie wyobrażałem sobie spotkania rodziców Łukasza z dyrektorem firmy. Przecież to przez nich zginął mój kuzyn a ich syn (...) Pod firmą znajduje się duży plac, odrobina chęci i dobrej woli wystarczyłaby, żeby nie dopuścić do tragedii. Wystarczyło wpuścić Łukasza za szlaban, teraz by żył  - mówi Żurowski

Prawdopodobieństwo nałożenia kary za dostarczenie konstrukcji stalowej w złym stanie jest bardzo duża. Jak twierdzi Żurawski czeka na stanowisko swojego klienta, osobiście jednak nie wyobraża sobie by w obliczu tych wydarzeń nie spojrzeć na tą dostawę niestandardowo.

10 000 zł miesięcznie za wrak ciężarówki
Ciężarówka, którą dokonano zamachu w Berlinie jest wzięta w leasing. W czerwcu 2016 roku Ariel Żurawski zakupił samochód  płacąc na start 100 000 zł, tak by miesięczna rata nie przekraczała 10 tys.

Oplata leasingowa została wstrzymana po ataku terrorystycznym na 3 miesiące. Od kwietnia pan Ariel przez kolejne 2,5 roku będzie musiał spłacać ciężarówkę, a właściwie jej wrak.

Ubezpieczalnia może nie pokryć kosztów związanych z naprawą Scanii podobnie jak w przypadku ładunku, który wiózł do klienta tragicznie zmarły kierowca. Odszkodowanie może nie zostać przyznane w związku z okolicznością zdarzenia jaką nie obejmuje umowa, w tym przypadku chodzi o atak terrorystyczny.

- Ja muszę pracować, utrzymywać własną firmę... Ja sobie poradzę, tylko niech już nie będzie takich niespodzianek, niech nikt nie rzuca mi kłód pod nogi

 
Firma działa nieprzerwanie. Reszta załogi pracuje normalnie. Koszty, które nie ominą właściciela firmy przewozowej są związane z naprawą ciężarówki i jej sprzedażą.

Żaden z kierowców nie chce jeździć tym pojazdem, nie dziwię się im i doskonale to rozumiem (...)Ślady krwi, obraz leżących ciał pod kołami - Nie wyobrażam sobie, żeby ta ciężarówka u mnie jeździła...

Najprawdopodobniej, jeżeli ubezpieczenie nie pokryje kosztów naprawy wraku samego ciągnika, polski przedsiębiorca będzie musiał pokryć wszystkie koszty na własną rękę, łącznie z naprawą naczepy, która jest jego własnością.

Mam nadzieje, że ktoś mi pomoże
Pan Ariel w rozmowie z nami stwierdził, że jest optymistą i ma nadzieje, że znajdzie się ktoś kto mu pomoże, tylko na chwile obecną sam nie wiem jak.  Pierwszy raz ubezpieczalnie i prawnicy mierzą się z taką sytuacją. Ten przypadek będzie sprawdzianem, a on sam "królikiem doświadczalnym", wcześniej nikt nie prowadził tego typu spraw.

- Na chwilę obecna staram się nie myśleć i iść do przodu - mówi nam pod koniec rozmowy Ariel Żurawski właściciel firmy transportowej

Autor: Dorota Nowak

Brak komentarzy

Obsługiwane przez usługę Blogger.